case studies
SMØR x tendlyn.
SMØR x tendlyn.
Dwóch Duńczyków o imieniu Sebastian buduje imperium piekarniane z 42-metrowego sklepu z kanapkami, 40 000 dolarów i tutoriali z YouTube.
Źródło: https://tendlyn.com/imprint/smor-x-tendlyn/ Autor: tendlyn Opublikowano: 2026-02-26T00:31:35.000Z Czas czytania: 4 minuty
Pierwszego dnia zarobili 120 dolarów.
Sebastian Perez i Sebastian Bangsgaard właśnie otworzyli 42-metrowy sklep z kanapkami w East Village. Bez piwnicy. W menu cztery kanapki na otwartym chlebie. Pożyczyli 40 000 dolarów od wujka Bangsgaarda, samodzielnie wykończyli lokal, korzystając z tutoriali na YouTube, i otworzyli drzwi, bo musieli. Zostało im tysiąc dolarów.
To nie był widok, jaki chcieli zobaczyć pierwszego dnia.
Siedem lat później SMØR ma cztery lokalizacje: dwie restauracje, dwie piekarnie. Sklep z kanapkami, który omal ich nie złamał, stał się fundamentem wszystkiego, co nastąpiło później. Ale rozwój przyszedł powoli. Osobę po osobie. Stałego klienta po stałym kliencie. Po jednej bułce kardamonowej.

Dwóch Sebastianów
Perez i Bangsgaard poznali się w 2015 roku w duńskiej restauracji w Nowym Jorku. Obaj urodzili się w Danii. Obaj wyjechali za granicę. I obaj byli sfrustrowani tym samym: skandynawskie jedzenie w Ameryce oznaczało fine dining. Oznaczało Nomę. Oznaczało drogie, pretensjonalne i niedostępne.
„Prawie każda kultura jest reprezentowana w formie ulicznej lub casualowej” – mówi Perez. „Nasze jedzenie było po prostu… ludzie próbowali tylko zrobić kolejną Nomę”.

Sebastian Perez i Sebastian Bangsgaard, współzałożyciele SMØR
Chcieli czegoś innego. Czegoś, co przypominałoby dom. Uliczne hot dogi. Otwarte kanapki zwane smørrebrød (co tłumaczy się jako „masłowy chleb” i wymawia mniej więcej „smør”). Jedzenie, które faktycznie jedli, dorastając.
Zaczęli od cateringu z kuchni rodziców Pereza w 2018 roku. Pod koniec tego roku zdobyli lokal w East Village. Miał to być cateringowy zaplecze kuchenne. Zdecydowali się zamiast tego zrobić z niego kawiarnię.
Bootstrap
Remont był brutalny. Pracowali sześć dni w tygodniu. Poniedziałki były przeznaczone na remonty i przygotowania. Lokal był tak mały, że kontynuowali budowę po otwarciu, kończąc restaurację etapami przez kolejne trzy lata.
„Praktycznie harowaliśmy jak woły przez sześć miesięcy” – mówi Perez.
Ale małość wymusiła coś pożytecznego: intymność. Przez pierwszy rok, jeśli wpadłeś od wtorku do piątku, byli tam tylko dwaj Sebastianowie. Znali każdego, kto przekroczył próg. Stali klienci pojawiali się trzy razy w tygodniu. Pod koniec roku znali szczegóły z życia swoich klientów.

„Poza jedzeniem, jedną z rzeczy, która naprawdę pomogła nam zbudować i umocnić markę, było poczucie wspólnoty, które wnieśliśmy” – mówi Perez. „Naprawdę zbudowaliśmy wyjątkowe poczucie wspólnoty, z którego byliśmy i nadal jesteśmy bardzo dumni”.
Ta wspólnota stała się fundamentem. Żadnego wiralowego momentu. Żadnego wzrostu w stylu hokejowej kija. Tylko stały, organiczny rozwój, jedna osoba na raz.
Piekarnia
SMØR zaopatrywało się w chleb w She Wolf na Union Square. Jakość była odpowiednia, ale zależność była ryzykowna. Co by było, gdyby She Wolf zbankrutowało? Z dnia na dzień straciliby tyle pozycji z menu.

tendlynNiestandardowe kubki zimneiNiestandardowe kubki gorące, zaprojektowane przez SMØR (@smornyc)
A Perez zawsze chciał mieć piekarnię. Nie tylko dla chleba, ale dla marki. Piekarnie sprzedają rzeczy na wynos: kubki, torby, pudełka na ciastka
Stały klient o imieniu Greg, poeta mieszkający w budynku od lat 60., powiedział im o lokalu dwa drzwi dalej. Czynsz wydawał się zbyt wysoki. Nie planowali pytać. Greg i tak ich przekonał.

tendlynNiestandardowe pudełka na ciastka, zaprojektowane przez SMØR (@smornyc)
Dostali ten lokal. A kiedy zagłębili się w historię, odkryli coś: na początku XX wieku w tym właśnie miejscu była piekarnia.
Allen Ginsberg mieszkał kiedyś w tym budynku.
Nie Tak Poważnie
SMØR ma teraz dwie restauracje (East Village i Clinton Hill) oraz dwie piekarnie (East Village i Williamsburg). Lokalizacja w Williamsburgu to 280-metrowa kuchnia testowa, w której zespół eksperymentuje z nowymi pieczywami i ciastkami. Główna piekarz Rowan Gill, wcześniej z Bien Cuit, prowadzi program.
Menu rozszerzyło się daleko poza te oryginalne cztery kanapki. Tosty z awokado. Bułki kardamonowe. Smørrebrød z wędzonym łososiem. Duńskie hot dogi. Podejście wciąż jest takie samo: uczynić skandynawskie jedzenie przystępnym. Zwabić ludzi do środka czymś znajomym. Niech odkryją resztę.

„Nie próbujemy wymyślać koła na nowo” – mówi Perez. „Po prostu chcemy stworzyć fajną przestrzeń, która robi naprawdę dobre produkty, w której pracują naprawdę dobrzy ludzie, która sprawia, że czujesz się dobrze i chcesz wracać”.
Atmosfera jest zrelaksowana, ale nie cicha. Muzyka jest trochę głośniejsza, niż byś się spodziewał. Blood Orange. Steve Lacy. Od czasu do czasu hip-hop, dla tego nowojorskiego klimatu.

tendlynNiestandardowe torby piekarniane, zaprojektowane przez SMØR (@smornyc)
To ciastka. To kawa. To nie jest takie poważne.
Ale to, czego nauczyli się w tym 42-metrowym sklepie z kanapkami, to, co wciąż napędza wszystko: sukcesem nie jest zwabienie kogoś do środka za pierwszym razem. Sukcesem jest sprawienie, by wrócił.


